Jakiś czas temu w szkole mieliśmy wybory samorządowe, a przed nimi tydzień kampanii. Gdy przychodziłem do szkoły dopiero czwartego dnia coś zaczęło się dziać - pojawiły się plakaty, a kandydaci zaczęli roznosić słodycze. Ja pozostałem do ostatniego dnia kampanii w cieniu (tak startowałem w wyborach, po prostu trzeba było wybrać dwie osoby z klasy na kandydatów, ale nikt od razu nie chciał, zgłosiły się osoby, które akceptowały taką opcję, zrobiliśmy głosowanie i wygrałem ja, a drugi był Mateusz). W piątek do szkoły przyniosłem torbę słodyczy i 225 ulotek. Odziwo ulotki rozeszły się szybciej niż słodycze choć nie mówię, że nikt nie kradł. Ulotek nie było po trzech przerwach czyli po 30 minutach. Poszedłem do biblioteki i dodrukowałem kolejne 33 ulotki, ale i to zniknęło błyskawicznie, a nie miałem więcej hajsu. Porzyczyłem hajs i dodrukowałem jeszcze 15 ulotek. Efekt kampanii był taki, że zająłem 3 miejsce, a od tego roku do drugiej tury przechodzą tylko dwie osoby... Dostałem 23 głosy, ale zawsze coś... Dzięki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz